Pracuję z kobietami, które wiedzą, czego chcą — ale wzięły na siebie o wiele za dużo. Które mają dość bycia „tą, co zawsze pomoże”. Które chcą żyć na własnych zasadach — ale jeszcze nie wiedzą, jak to zrobić bez poczucia winy i bez niszczenia relacji.
Kobiety, które ze mną pracują, wychodzą z tym, czego szukały: konkretnym zdaniem na trudną rozmowę, mechanizmem, który wreszcie rozumieją, i decyzją podjętą z własnej woli — nie ze strachu przed czyimś niezadowoleniem. Przestają tłumaczyć się z własnych potrzeb. Zaczynają odmawiać bez wyrzutów sumienia. Budzą się rano z poczuciem, że wiedzą, gdzie są granice i że potrafią je utrzymać.
To, czym pracuję, nie wzięło się z jednego miejsca. Studiowałam filozofię — bo chciałam rozumieć, skąd biorą się przekonania, które rządzą naszymi decyzjami. Komunikację społeczną i dziennikarstwo — bo widziałam, że zmiana zaczyna się od języka, od tego, jak mówimy do siebie i do innych. Słowo, ton, moment milczenia — to wszystko można zmieniać, jeśli wiesz, jak to działa.
Potem przyszła psychologia pozytywna, certyfikat trenera umiejętności psychospołecznych i lata nauki o granicach, manipulacji, inteligencji emocjonalnej i układzie nerwowym. Nie dlatego, żeby zbierać tytuły — ale dlatego, że każdy z tych obszarów odpowiadał na inne pytanie, które zadawałam sobie i kobietom, z którymi pracowałam.
W efekcie mam coś, czego — jak mi mówią — naprawdę trudno znaleźć w jednym miejscu: filozoficzne myślenie o mechanizmach, konkretne umiejętności językowe i narzędzia psychologiczne zakorzenione w ciele i układzie nerwowym. Nie teorię. Nie motywację. Coś, co zostaje.
Nie przynoszę Ci niczego, czego nie masz. Pomagam Ci zobaczyć to, co już w Tobie jest — i zbudować z tego życie na własnych zasadach.